| CZERWIEC 2026 Z SUKCESEM | 31 „MAYDAY, DYRA IDZIE!”, CZYLI JAK CHŁOPAK STAŁ SIĘ DZIEWCZYNĄ Bardzo się cieszę, że udało nam się spotkać, bo na co dzień żyjesz w tak zawrotnym tempie, że dołożenie kolejnej pozycji w Twoim kalendarzu było wielkim wyzwaniem. Zacznijmy od tematu Twojego sukcesu w Chorzowie. Ostatnio miałaś okazję zagrać w głośnym musicalu „School of Rock”. Dla tych czytelników, którzy jeszcze nie mieli okazji wybrać się na Śląsk do Teatru Rozrywki: kim jest Twoja bohaterka i jaka jest jej rola w tym całym rockowym zamieszaniu? Bianka Cadler: W musicalu „School of Rock” gram postać Jenny. Można powiedzieć, że to taka nieoficjalna ochroniarka całego naszego szkolnego bandu rockowego, która ma niezwykle odpowiedzialne zadanie. Sprawdza, żeby pani dyrektor nie przyłapała klasy na graniu, tańczeniu, śpiewaniu i wygłupach z nauczycielem zamiast nauki. To rola bardzo dynamiczna, głośna i niezwykle energiczna. Musiałaś długo pracować nad kreacją Jenny, czy od razu poczułaś, że nadajecie na tych samych falach? BC: Od razu poczułam, że jestem do niej podobna i mocno się z nią utożsamiam! Prywatnie też jestem bardzo energiczna, wszędzie mnie pełno, lubię, jak coś się dzieje. Kiedy teatr przysłał nam materiały wideo, żebym mogła się zapoznać z całą strukturą spektaklu, od razu wiedziałam, że to będzie moja ulubiona rola. Czułam, że ta postać ma w sobie mój pierwiastek. Spektakl jest inspirowany brodwayowskim musicalem i kultowym filmem z Jackiem Blackiem. Co ciekawe w obu tych wersjach Twoją postać grał... chłopak o imieniu James! Jak James stał się Jenny? BC: To było dla mnie ogromne zaskoczenie i wyróżnienie. Reżyser i produkcja zdecydowali się zmienić tę postać na dziewczęcą po tym, jak zobaczyli moje predyspozycje na próbach. Rola została w pewien sposób uszyta pod moje możliwości. Mam mnóstwo świetnego tekstu, dużo tańca i śpiewu. No i ten moment, kiedy muszę zemdleć albo udawać chorobę i kaszleć przed menadżerem konkursu dla kapel rockowych „Bitwa Gigantów” – to czysta zabawa. Droga na tę śląską scenę wcale nie była prosta. Casting do „School of Rock” był wieloetapowy, długi i wymagający. Jak to wyglądało krok po kroku? Myślę, że to świetna wskazówka dla wielu młodych ludzi, którzy marzą o podobnej drodze. BC: Informację o castingu znalazła moja pani od wokalu. Na początku rodzice byli lekko sceptyczni, ale byłam nieugięta i zdeterminowana, więc rodzice uznali, że warto spróbować. Podeszliśmy do castingu bez większych oczekiwań. Potraktowaliśmy go jak nową przygodę, nowe doświadczenie. W pierwszym etapie musiałam nagrać wideo z wykonaniem dwóch wybranych przez teatr piosenek, a do tego zaprezentować fragment prozy lub wiersz i przesłać je online. Po dwóch, trzech tygodniach dostaliśmy informację, że przeszłam dalej i zostaliśmy zaproszeni do Chorzowa na przesłuchania na żywo. To dopiero były emocje. Jak wyglądały kolejne kroki na miejscu? BC: Najpierw odbył się etap wokalny i aktorski. Ponownie prezentowaliśmy przygotowane utwory i literaturę przed komisją castingu. Czekanie na listę nazwisk osób przechodzących dalej do etapu choreografii było wielkim stresem, zwłaszcza że konkurencja była ogromna. W całym castingu to chyba właśnie czekanie było najbardziej stresujące. Ale w końcu przyszły wyniki. Dostałam się! Etap taneczny poszedł mi naprawdę świetnie, czułam tę choreografię bardzo dobrze. Następnie znowu czekaliśmy – tym razem około miesiąca. I wreszcie nadeszła ta wiadomość… Dostałam się do obsady! GDY GASNĄ ŚWIATŁA, A MAMA ZAMYKA OCZY Pamiętasz moment, kiedy stałaś pierwszy raz za kulisami, miałaś na sobie kostium, podpięty mikroport, światła na widowni zgasły, zapadła cisza, a kurtyna poszła w górę? Co wtedy czuje młoda dziewczyna? Był strach czy radość ze spełnienia marzenia? Co w takiej chwili czują rodzice? BC: To była przede wszystkim gigantyczna, pozytywna ekscytacja! W ogóle nie czułam stresu, który paraliżuje i odbiera głos, tylko taki, który działa mobilizująco. Oczywiście, była lekka trema, ale wiedziałam, że jestem bardzo dobrze przygotowana. Kiedy więc nadeszła pora
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz