SUKCES PO POZNAŃSKU 6/2026

| CZERWIEC 2026 32 | Z SUKCESEM wejścia na scenę, czułam po prostu czystą radość. Myślę, że sekretem jest to, że bezgranicznie kocham to robić. Cieszyłam się chwilą i robiłam swoje. Mama: My, jako rodzice, przeżywaliśmy to chyba stokroć mocniej. Te szkolne ławki w scenografii są naprawdę malutkie, dzieciaki po nich biegają, skaczą i tańczą. Siedziałam na widowni cała spięta, żeby tylko nie spadła. Z tych emocji z pierwszego spektaklu naprawdę niewiele pamiętam. Tata: Potwierdzam, stres jest nie do opisania. Moja złota rada dla wszystkich rodziców w podobnej sytuacji: absolutnie nie pijcie kawy, emocje tak rozsadzają organizm, że kofeina jest całkowicie zbędna (śmiech). Dodatkowo musimy w tym wszystkim zachować zimną krew, żeby być dla dziecka podporą. Przed wyjściem na scenę zawsze powtarzamy Biance, że to ma być przede wszystkim wspaniała przygoda, zabawa i zbieranie doświadczeń. Wspominałaś, że ta rola wymagała od Ciebie wszechstronności: śpiew, taniec, aktorstwo. Który z tych elementów okazał się dla Ciebie największym wyzwaniem? BC: Piosenki, partie wokalne i choreografie były dla mnie najprostszą i najprzyjemniejszą częścią, bo mieliśmy genialnych instruktorów i wymagających, ale świetnych choreografów. Najtrudniejsza okazała się cała ta niewidoczna dla widza machina sceniczna, czyli tak zwane ustawienia. Każdy z nas ma na scenie wyznaczone co do centymetra miejsce. Wystarczy, że jedna osoba pomyli się o krok, stanie za daleko albo za blisko, i na scenie rodzi się chaos, który może zepsuć cały układ. W „School of Rock” dzieje się mnóstwo rzeczy naraz. Na szczęście na moich spektaklach wszystko wyszło bezbłędnie. Byliśmy z siebie bardzo dumni. Skoro dotknęliśmy tematu trudności na scenie – spektakl „School of Rock” trwa ponad trzy godziny. To potężne obciążenie. Jak udaje Ci się utrzymać tak wysoki poziom energii od pierwszej do ostatniej minuty? Masz swoje sprawdzone metody? BC: Spektakl trwa trzy godziny i 15 minut, ale trzeba doliczyć jeszcze przygotowania, co realnie przekłada się na cały dzień pracy. Muszę wstać o 7:00 rano na próbę wznowieniową. Następnie pełna charakteryzacja i próba dźwięku. W takim maratonie najważniejsze są dwie rzeczy: dobre wyspanie oraz bardzo pożywne, przemyślane śniadanie. Na scenie spalam niesamowitą liczbę kalorii. W połowie spektaklu mamy jedną dłuższą przerwę i to jest jedyny moment, kiedy możemy napić się wody i zjeść coś wysokoenergetycznego. Bez pozytywnego nastawienia psychicznego i wiary we własne siły organizm po prostu odmówiłby posłuszeństwa w połowie drugiego aktu. A co dzieje się w sytuacji, gdy w tej skomplikowanej machinie nagle coś pójdzie nie tak? Teatr na żywo ma to do siebie, że nie da się zrobić powtórki. Czy miałaś już sytuację kryzysową na scenie? BC: Na moich spektaklach na szczęście wszystko zagrało idealnie, ale na próbach generalnych działy się różne rzeczy. W „School of Rock” na scenie występuje duża grupa dzieci. Nie jesteśmy dla siebie konkurencją, jesteśmy jednym zespołem. Działamy solidarnie. Jeśli widzimy, że kolega obok zapomniał wejść w swoje ustawienie albo zgubił element kostiumu, reagujemy tak, by widz myślał, że to część show. Ta czujność wycieńcza bardziej niż skoki i taniec, ale daje też największą satysfakcję, gdy kurtyna opada, a na widowni nie milkną owacje. Występujesz w różnych miejscach, pod okiem różnych profesjonalistów i wśród wielu innych aktorów. Masz już swoje ulubione miejsca lub style pracy? BC: Szczerze mówiąc, absolutnie nie. Wszystkie miejsca traktuję dokładnie tak samo i uwielbiam je całym swoim sercem. Każde z nich ma swoją własną, niepowtarzalną atmosferę. Spotkałam tam cudownych reżyserów (m.in. Jacka Mikołajczyka, Tomasza Czarneckiego, Karola Napieralskiego), wybitnych dyrygentów, wymagających instruktorów od choreografii i wokalu oraz świetnych przyjaciół wśród dziecięcej i dorosłej obsady. W tym miejscu chciałabym szczególnie wymienić Paulinę Magaj-Szpak, aktorkę Teatru Rozrywki, która gra w „School of Rock” rolę dyrektorki Rosalie Mullins i jest moją inspiracją.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz