| CZERWIEC 2026 POZIOM WYŻEJ | 53 Skąd wziął się pomysł na stworzenie wystawy „Radowa moda – gdy promieniotwórczość stała się trendem”? Izabela Nowak: Pomysł na wystawę wyrósł z fascynującego paradoksu: to, co dziś większości osób kojarzy się z zagrożeniem i koniecznością ścisłej kontroli, jeszcze sto lat temu było symbolem postępu, nowoczesności, zdrowia i prestiżu. W materiałach wystawy bardzo wyraźnie widać, że rad nie funkcjonował wyłącznie jako obiekt badań naukowych, ale niezwykle szybko przeniknął do codzienności: do medycyny, reklamy, produktów kosmetycznych, a nawet do sfery stylu życia. Sama konstrukcja ekspozycji pokazuje, że jej ideą było zestawienie odkrycia naukowego Marii Skłodowskiej-Curie z jego zaskakującym odbiorem społecznym i komercyjnym. Wystawa opiera się też na bardzo konkretnych, materialnych śladach tej epoki: eksponatach z mojej kolekcji i prof. Tomasza Pospiesznego. To właśnie połączenie historii nauki, kultury popularnej i autentycznych obiektów czyni tę wystawę tak przekonującą. Dlaczego historia „mody na radioaktywność” może być dziś interesująca dla współczesnego odbiorcy? Pokazuje mechanizm, który wcale nie zniknął. W pierwszej połowie XX wieku słowo „rad” działało niemal jak znak jakości: sugerowało, że produkt jest bardziej nowoczesny, bardziej skuteczny, bardziej ekskluzywny. Dziś też bardzo chętnie ulegamy modzie na hasła brzmiące „innowacyjnie”. Historia „radowej mody” przypomina, że pomiędzy autentycznym odkryciem naukowym a jego społecznym odbiorem może powstać ogromna przestrzeń uproszczeń, mitów i marketingowych nadużyć. Dodatkowo jest to opowieść bardzo widowiskowa: łączy wielką naukę, postać Marii Skłodowskiej-Curie, obietnicę zdrowia i urody, a potem dramatyczne konsekwencje niekontrolowanego zachwytu promieniotwórczością. Właśnie dlatego ta historia jest jednocześnie atrakcyjna i bardzo aktualna. Dlaczego promieniotwórczość była wtedy postrzegana jako coś niemal „magicznego” i luksusowego? Wynikało to z klimatu epoki. Na początku XX wieku rad stał się obietnicą nowoczesności, zdrowia, energii i postępu. Był niewidzialny, a zarazem spektakularny; działał niejako „sam”, bez bezpośrednio dostrzegalnego mechanizmu, więc otaczała go aura tajemniczości. W czasach, gdy elektryczność dopiero wkraczała do domów, a medycyna nadal poszukiwała skutecznych metod leczenia wielu chorób, radioaktywność wydawała się siłą przyszłości. Na jednej z plansz wystawy przywołaliśmy bardzo sugestywny cytat Marii Skłodowskiej-Curie o preparatach radu świecących nocą jak „nikłe, czarodziejskie światełka”. Taki obraz musiał silnie działać na wyobraźnię. Z kolei w sferze komercyjnej wystarczyło dodać do nazwy produktu słowo „radium”, by zasugerować klientowi, że ma do czynienia z czymś lepszym technologicznie i bardziej prestiżowym. To właśnie połączenie tajemnicy, nauki i aspiracyjnego stylu życia stworzyło wizerunek promieniotwórczości jako czegoś niemal magicznego i luksusowego. Jakie produkty z dodatkiem radu lub z jego nazwą były najpopularniejsze w tamtym okresie? Najszersze zastosowanie radu znalazło się w produktach reklamowanych jako medyczne lub prozdrowotne. Na przykład w takich wyrobach, jak: tabletki, eliksiry, maści, środki przeciwbólowe, preparaty „na zmęczenie”, „na trawienie”, „na anemię”, a nawet dodatki do żywności, takie jak chleb przygotowywany z użyciem wody radioaktywnej czy czekolada. Osobną kategorię stanowiły produkty codziennego użytku, które wykorzystywały aurę promieniotwórczości: pasta do zębów, wskazówki zegarków, wskaźniki samolotowe, guziki luminescencyjne czy elementy optyczne. Bardzo wyraźnie obecne były też kosmetyki – przede wszystkim kremy, pudry, róże, toniki do włosów, mydła i perfumy. Ze względu na swoje zainteresowania chemią kosmetyczną jest to ważny dla mnie element wystawy. Z perspektywy współczesnego odbiorcy najbardziej zaskakuje chyba to, jak szerokie było spektrum tych produktów: od „kuracji” zdrowotnych po zwykłe artykuły toaletowe i reklamowe. Wystawa pokazuje też, że można było na nią trafić w bardziej nieoczywistych miejscach: w wyposażeniu technicznym, w produktach optycznych, a nawet w żywności. Innymi słowy, rad nie był wówczas zjawiskiem zamkniętym w laboratorium – stał się elementem codziennej wyobraźni konsumenckiej. Jak radioaktywność przeniknęła do świata mody i kosmetyków? Przeniknęła przede wszystkim przez język reklamy i przez obietnicę nowoczesnej urody. Wiele firm rzeczywiście dodawało substancje promieniotwórcze do kosmetyków albo nadawało im radioaktywność przez
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz