SUKCES PO POZNAŃSKU 6/2026

| CZERWIEC 2026 Z KULTURĄ | 91 Janosik kojarzy się z siłą, brawurą i nieśmiertelnym śmiechem. Skąd więc w tytule książki ta samotność? Marek Szymański: Bo ta książka nie opowiada wyłącznie o legendzie Janosika, ale przede wszystkim o człowieku, który przez ponad trzydzieści lat musiał tę legendę dźwigać na własnych barkach. Marek Perepeczko zapłacił ogromną cenę za sukces serialu. Był aktorem niezwykle wrażliwym, inteligentnym, zakochanym w teatrze i literaturze, a dla milionów widzów na zawsze pozostał przede wszystkim silnym zbójnikiem z ciupagą. To właśnie ta pułapka jednej roli stała się źródłem jego samotności. On bardzo chciał się rozwijać, grać role dramatyczne, psychologiczne, ale świat filmu widział w nim wyłącznie Janosika. Ikona popkultury jest wygodna dla widza, bo się nie zmienia. Tymczasem człowiek w środku dojrzewa, starzeje się, przeżywa kryzysy. Marek coraz mocniej czuł, że za legendą znika prawdziwy on. Nie był przecież góralem. I to jest jeden z największych paradoksów polskiej telewizji. Najsłynniejszego górala zagrał warszawiak z Mokotowa. Początkowo szukano aktorów bardziej związanych z Podhalem, ale Jerzy Passendorfer zobaczył w Perepeczce coś więcej — siłę połączoną ze szlachetnością i inteligencją. Dla Marka ta rola oznaczała jednak gigantyczną pracę. Musiał nauczyć się sposobu poruszania, stylizacji gwary, obycia w górach. Na początku podobno kompletnie nie pasował do tatrzańskiego krajobrazu. Ale miał ogromną dyscyplinę i determinację. Po kilku miesiącach wszyscy uwierzyli, że jest Janosikiem. Warto pamiętać, że Perepeczko już wtedy fascynował się kulturystyką. Dziś umięśniona sylwetka aktora nikogo nie dziwi, ale w latach 70. było to coś egzotycznego. On bardzo świadomie budował swoje ciało, traktował je niemal jak narzędzie pracy. Z książki wyłania się też obraz niezwykle ciężkiej pracy na planie serialu. Bo to była naprawdę fizyczna harówka. Dzisiaj wiele rzeczy można poprawić komputerowo, wtedy wszystko trzeba było zrobić naprawdę. Jeśli Janosik miał skakać przez ogień albo wspinać się po skałach, robił to osobiście. Warunki na planie były spartańskie. Ekipa mieszkała w skromnych kwaterach, często marzła, pracowała po kilkanaście godzin dziennie. Kultowe sceny z rozpiętą koszulą kręcono przy temperaturach bliskich zera. Perepeczko wspominał później, że największym przeciwnikiem podczas zdjęć było właśnie zimno. Ale najbardziej fascynujące jest to, że już wtedy funkcjonował trochę na uboczu. Kiedy część ekipy po zdjęciach biesiadowała i odpoczywała, on często zamykał się w pokoju, czytał albo przygotowywał do kolejnego dnia pracy. Miał w sobie ogromny profesjonalizm, ale też pewien rodzaj melancholii. Na ekranie trio Janosik, Pyzdra i Kwiczoł wyglądało jak definicja męskiej przyjaźni. Prywatnie też tak było? Bardzo się szanowali, ale byli zupełnie różni. Witold Pyrkosz i Bogusz Bilewski byli ludźmi niezwykle towarzyskimi, uwielbiali żarty, anegdoty, wspólne biesiady. Marek przy nich wydawał się bardziej wycofany, momentami wręcz introwertyczny. Wielu ludzi wspominało później, że nawet kiedy się śmiał, miał w oczach jakiś cień smutku. Do tego dochodziła presja związana z wyglądem. Jako główny bohater musiał utrzymywać perfekcyjną formę fizyczną. Podczas gdy inni mogli sobie pozwolić na wieczorne rozluźnienie, on stale pilnował treningów i diety. To również oddalało go od reszty. Demaskuje Pan też pewien mit związany z serialem. Okazuje się, że filmowy świat Janosika nie kończył się na Tatrach. To prawda. Wielu widzów jest przekonanych, że serial kręcono wyłącznie na Podhalu, tymczasem spora część zdjęć powstała na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zamek hrabiego Horvatha to przecież słynna Pieskowa Skała. Decydowała logistyka. Łatwiej było przewieźć sprzęt filmowy pod Kraków niż wysoko w Tatry. I to jest piękne w kinie – widz wierzy w stworzoną iluzję. Jednocześnie serial bardzo wpłynął na nasze wyobrażenie góralszczyzny. Rozbudził turystykę, stworzył romantyczny mit zbójnika walczącego z niesprawiedliwością. Historyczny Janosik był postacią dużo bardziej niejednoznaczną, ale popkultura potrzebuje bohaterów. W czasie pracy nad książką rozmawiałem z ludźmi, którzy do dziś pamiętają atmosferę tamtych zdjęć. Dla mieszkańców Podhala ekipa serialu była wydarzeniem niemal sensacyjnym. Pojawienie się Perepeczki wywoływało ogromne emocje. Kobiety przychodziły tylko po to, żeby zobaczyć go z bliska, dzieci godzinami obserwowały pracę filmowców, a miejscowi gospodarze wspominają, że już wtedy miał w sobie coś magnetycznego. Co ciekawe, on sam długo nie wierzył, że ten serial stanie się aż takim fenomenem. Traktował Janosika przede wszystkim jako ciężką aktorską pracę. Dopiero po premierze zobaczył skalę zjawiska. Ludzie zaczepiali go na ulicach, prosili o autografy, a czasem wręcz oczekiwali, że będzie zachowywał się jak ekranowy bohater. I tu pojawił się problem, bo Marek prywatnie był człowiekiem dużo spokojniejszym, bardziej refleksyjnym. Nie był typem zawadiaki. Uwielbiał literaturę, teatr, długie rozmowy o sztuce. Wielu znajomych wspomina-

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz