SUKCES PO POZNAŃSKU 6/2026

| CZERWIEC 2026 92 | Z KULTURĄ ło, że potrafił godzinami mówić o poezji Norwida albo klasycznych dramatach. Tymczasem publiczność chciała widzieć w nim przede wszystkim silnego zbójnika. Myślę, że właśnie wtedy zaczął rozumieć, że sukces może być także ciężarem. Im bardziej ludzie kochali Janosika, tym mniej dostrzegali samego Perepeczkę. Sukces serialu okazał się jednak dla Marka Perepeczki pułapką. Ogromną. To był triumf, który stał się początkiem zawodowego dramatu. Reżyserzy bali się obsadzać go w innych rolach, bo widzowie i tak widzieliby w nim Janosika. Sam Perepeczko po latach mówił, że po sukcesie serialu telefon z propozycjami poważnych ról praktycznie przestał dzwonić. Oferowano mu role oparte głównie na jego fizyczności. Dla ambitnego aktora po warszawskiej PWST było to bardzo bolesne. On czuł się zaszufladkowany. Chciał grać wielkie dramaty, mierzyć się z ambitnym repertuarem, tymczasem przemysł filmowy zrobił z niego produkt. W pewnym momencie wyjeżdża do Australii. To była ucieczka? Zdecydowanie. Wydawało mu się, że na drugim końcu świata uwolni się od ciężaru własnej legendy. Australia miała być nowym początkiem. Tyle że tam również spotkał Janosika. Polonia australijska kochała serial i traktowała Perepeczkę jak ikonę. Gdziekolwiek się pojawiał, słyszał: „O, Janosik przyjechał”. Próbował robić teatr, integrować środowisko artystyczne, pisał i reżyserował, ale bardzo tęsknił za Polską. Australia okazała się dla niego miejscem samotnym. Miał poczucie kulturowej pustki, brakowało mu języka, polskiego teatru, rozmów o sztuce. To był chyba moment, kiedy jego samotność stała się najbardziej namacalna. Po powrocie odnajduje swoje miejsce w Częstochowie jako dyrektor teatru. I to był dla niego bardzo ważny etap. Wreszcie znów poczuł, że ma wpływ na sztukę, że może tworzyć coś własnego. Wielu aktorów z Częstochowy wspomina go dziś jako fantastycznego szefa i mentora. Ale prywatnie nadal pozostawał samotnikiem. Mieszkał sam w niewielkim mieszkaniu przy teatrze, trzymał ludzi na dystans. Wszyscy go lubili, ale niewielu znało go naprawdę. Miał w sobie ogromną klasę i elegancję, ale też pewną emocjonalną barierę. Jakby całe życie bał się, że ktoś zajrzy pod maskę Janosika i zobaczy człowieka pełnego niepewności. W Częstochowie odżył przede wszystkim jako człowiek teatru. To było jego prawdziwe środowisko. Kochał zapach kulis, próby, rozmowy z aktorami po spektaklach. Wielu młodych ludzi traktowało go niemal jak ojca. Był wymagający, ale jednocześnie niezwykle opiekuńczy. Słyszałem wiele historii o tym, jak pomagał początkującym aktorom. Potrafił zostać po nocnej próbie i godzinami rozmawiać o jednej scenie, tłumaczyć sens tekstu, uczyć pokory wobec zawodu. Dla młodszych kolegów był kimś więcej niż dyrektorem.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz