SUKCES PO POZNAŃSKU 6/2026

| CZERWIEC 2026 Z KULTURĄ | 93 Jednocześnie miał świadomość, że Warszawa trochę o nim zapomniała. W środowisku teatralnym długo traktowano go przede wszystkim jak serialowego gwiazdora. Bardzo go to bolało, choć nigdy nie mówił o tym wprost. Myślę, że właśnie dlatego tak bardzo angażował się w pracę. Teatr był dla niego schronieniem. Na scenie wciąż czuł się potrzebny. Kiedy gasły światła i kończyły się spektakle, wracał jednak do swojej ciszy. Wielu ludzi wspominało, że wieczorami długo spacerował samotnie po Częstochowie. Lubił nocne miasto, spokój pustych ulic. To bardzo filmowy obraz – człowiek znany przez całą Polskę, który po spektaklu wraca sam do domu i próbuje odnaleźć siebie poza legendą. Dla młodszych widzów stał się później przede wszystkim komendantem Słoikiem z „13 posterunku”. I to jest niezwykle ciekawy moment. Maciej Ślesicki zaproponował mu rolę będącą trochę autoparodią jego dawnego wizerunku. Perepeczko miał do siebie duży dystans i świetne poczucie humoru. Tyle że pod tym komizmem krył się smutek. On wiedział, że współczesna telewizja widzi w nim przede wszystkim postać charakterystyczną, a nie aktora do wielkiego kina. Cieszył się z popularności i regularnej pracy, ale marzył o czymś innym. Chciał jeszcze zagrać rolę naprawdę wielką, dramatyczną, taką, która pozwoliłaby mu wyjść z cienia Janosika. W książce bardzo poruszający jest także wątek jego walki z własnym ciałem. Bo Perepeczko stał się więźniem własnego wizerunku. Jako młody mężczyzna był symbolem siły i męskości. Kiedy zaczął chorować i przybierać na wadze, bardzo źle to znosił. Miał problemy z sercem, zmagał się ze stresem i poczuciem niespełnienia. Bliscy wspominali, że nocami podjadał, cierpiał na bezsenność. To wyglądało jak głęboka, ukrywana depresja. Najbardziej przejmujące było jednak to, że panicznie wstydził się zmian swojego wyglądu. Unikał zdjęć, nie chciał oglądać siebie w telewizji. Człowiek, który przez lata był wzorem fizycznej doskonałości, nagle poczuł się obco we własnym ciele. I znów wracamy do tytułowej samotności. On izolował się od świata również dlatego, że chciał, by ludzie pamiętali go wyłącznie jako silnego Janosika z młodości. To jest zresztą bardzo uniwersalna historia o przemijaniu i okrucieństwie popkultury. Publiczność uwielbia swoich idoli młodych, pięknych i silnych. Kiedy czas zaczyna odbierać im dawny blask, często nie potrafimy tego zaakceptować. Marek miał świadomość, że przez całe życie był oceniany przez pryzmat wyglądu. Najpierw ten wygląd otworzył mu drogę do wielkiej popularności, a później stał się źródłem ogromnych kompleksów. Rozmawiałem z ludźmi, którzy widzieli, jak bardzo przeżywał każdy kolejny kilogram, każdą zmianę twarzy. Potrafił godzinami wspominać dawne lata, stare zdjęcia z planu Janosika, jakby próbował zatrzymać czas. Jednocześnie pod koniec życia stawał się coraz bardziej wrażliwy i wyciszony. Paradoksalnie właśnie wtedy był chyba najciekawszym człowiekiem – bardziej dojrzałym, świadomym i prawdziwym niż w czasach największej sławy. Mam poczucie, że wielu ludzi zobaczyłoby go wtedy zupełnie inaczej, gdyby tylko pozwolił sobie być bardziej otwartym. Ale on bardzo bał się rozczarować publiczność. Chciał pozostać w pamięci jako legenda, a nie człowiek, którego dopadł czas. Śmierć Marka Perepeczki była nagła i bardzo symboliczna. Tak. Odszedł cicho, we śnie, samotnie w swoim mieszkaniu w Częstochowie. To poruszające zakończenie historii człowieka, którego znała cała Polska. Kiedy po jego śmierci weszli do mieszkania, wokół łóżka leżały książki, notatki, tomiki poezji. Do końca pracował, czytał, analizował teksty. Myślę, że właśnie to najlepiej pokazuje, kim był naprawdę. Nie tylko ekranowym siłaczem, ale człowiekiem bardzo wrażliwym, oczytanym i inteligentnym. Pracował Pan nad tą książką ponad dwa lata. Co było najtrudniejsze? Zdobycie zaufania ludzi. Wielu bliskich Marka nie chciało rozmawiać, bo bali się taniej sensacji. Musiałem przekonać ich, że zależy mi na prawdzie, a nie na skandalu. Przeglądałem prywatne archiwa, rozmawiałem z aktorami, członkami ekip filmowych, ludźmi z teatru. Najbardziej zależało mi na tym, żeby pokazać Perepeczkę bez pomnikowego patosu. Te niepublikowane wcześniej fotografie są niezwykle ważne. Widać na nich człowieka zmęczonego, zamyślonego, czasem bardzo samotnego. I właśnie w jego oczach kryje się cała ta historia. Czego chciałby Pan najbardziej nauczyć czytelników poprzez tę książkę? Żebyśmy nauczyli się patrzeć głębiej. Nie oceniać ludzi wyłącznie przez pryzmat sukcesu, sławy czy medialnego wizerunku. Marek Perepeczko był człowiekiem ogromnie wrażliwym, a jednocześnie przez lata musiał funkcjonować jako symbol, mit, produkt popkultury. Myślę, że jego historia jest bardzo uniwersalna. Pokazuje, jak łatwo świat zamyka człowieka w jednej roli. A przecież za każdym ekranowym bohaterem kryje się ktoś dużo bardziej skomplikowany – ze swoimi lękami, niespełnieniem i samotnością. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz