SUKCES PO POZNAŃSKU 7-8 /2026

| LIPIEC/SIERPIEŃ 2026 POZIOM WYŻEJ | 47 Kim jesteś? Jak przedstawisz się Czytelnikom? Kacha Rachwalska: Jestem Kachus. Pieśniarzę, uczłowieczam, jem bajgle. Dlaczego Poznań? Dlaczego nie wyjedziesz do innego miasta? Dlaczego miałabym wyjechać? Miasto mnie dobrze traktuje. Mam tutaj swój zespół i znajomych. Całe moje życie jest w Poznaniu, póki co. Czasami jeżdżę do Warszawy w jakichś sprawach biznesowych albo do domu w okolice Piły, ale nie mam na co narzekać. Mam tu moje poczucie bezpieczeństwa. Czyli nie jesteś z Poznania? Dlaczego w takim razie wybrałaś właśnie to miasto z tylu możliwych opcji? Chciałam studiować dziennikarstwo. Padło na Poznań ze względu na najwyższy poziom nauczania, tak to przynajmniej wyglądało w tamtych latach w dostępnych statystykach. Przyjechałam. I jestem. Urodziłam się tutaj! Pomyślałam: „dobra, może koło jakoś się zamknie i może to będzie dobry wybór”. No i był. Zdecydowałaś się też robić muzykę w swoim życiu. Czy to zdecydowało się samo? Nie wiem, czy to był wybór. Nie wiem, czy ktoś w ogóle podejmuje decyzję, że „dobra, teraz chwycę za gitarę i za dziesięć lat wyprzedam stadiony”. To się samo wydarzyło. Mój tata też jest muzykiem. Grał na weselach ponad 20 lat, ale to raczej nie jest dziedziczne. Czyli jesteś artystką dzięki temu, że… Że muzyka zawsze była we mnie. W takim razie powiedz, jak wyglądały Twoje początki z muzyką? Zawsze podobało mi się granie. Dotykasz instrumentu, a on wydaje z siebie dźwięki. Nieważne czy był to bębenek doprowadzający mojego wujka do szaleństwa, flet czy ostatecznie gitara – po prostu grałam. Uczyłam się, pisałam teksty, pisałam wiersze. Najpierw właśnie były wiersze, później różne teksty, opowiadania, pierwsze artykuły. Przyszedł w końcu czas na piosenki – lepsze, gorsze, zawsze moje. Jakbyś miała nazwać gatunek muzyki, który tworzysz, ale nie używając już istniejących nazw? Ktoś kiedyś powiedział, że jest to „przepiękne lesbijskie gitarkowanie” i nie ukrywam, że bardzo mi się to spodobało, zwłaszcza w takim Zorzowym (Zorza to festiwal muzyczny – przyp. aut.) klimacie. Byłam ja, była gitara. I to było wszystko. To było całe show, taki minimalizm. A używając nazw, które już mamy? Teraz gramy z chłopakami coś z pogranicza alternatywnego popu, rocka, indie z naleciałościami r’n’b. Piotr i jego perkusja naprawdę wiele zmieniają, jeśli chodzi o brzmienie. Czym jest dla Ciebie muzyka? Oddechem. Narzędziem do czucia. Mam wrażenie, że ludzie nie czują na co dzień. Że nie mają czasu na czucie czegokolwiek. Dla mnie muzyka zawsze była formą ekspresji, swojego rodzaju terapią. Jakie są Twoje piosenki? Są bardzo biograficzne, jestem komentatorką. W sensie… Dziennikarskie pisanie artykułów przeniosłam na moje piosenki. Mam na myśli to, że widzę coś i to mnie rusza, więc o tym piszę. Jak pisze się piosenki? Serduchem, ale w inny sposób niż artykuły. Nie musi to być wszystko takie… Kropka, przecinek, zdanie. Można zostawić odbiorcę w niedopowiedzeniach. Nie boisz się przedstawiać siebie w piosenkach? Twoje piosenki są bardzo osobiste, autentyczne. Myślę, że umiem oddzielać Kachę od Kachus. To tylko jedno z moich odbić. Wybrałam je, bo jest najbardziej wrażliwe i tak, jak powiedziałaś, autentyczne. Takie najbliżej mnie samej. Jak obrywa się Kachus, to nie obrywa się Kasi czy Katarzynie. Kompletnie się nie boisz być po prostu szczera? Przyznam, że było we mnie dużo lęku i niepokoju, zwłaszcza że moje teksty mają kontekst queerowy, a moi rodzice za bardzo o tym nie wiedzieli. Praktycznie nikt nie wiedział przez tyle lat. Ja też nie czułam potrzeby jakiegoś coming outu na zasadzie „hej, wiecie, lubię też baby i bywam z nimi w związkach”. Czego się bałaś? Bałam się tego, że moja mama źle zareaguje, moi rodzice, moja rodzina. Że będą patrzeć na mnie inaczej albo zamiatać cały ten „raban” pod dywan, byleby

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz