| LIPIEC/SIERPIEŃ 2026 POZIOM WYŻEJ | 49 Czym różni się queerowy artysta od nie-queerowego? Nie ma w sumie takiego rozróżnienia. Bazą jest po prostu tworzenie. Można powiedzieć, że jestem queerową artystką, bo jestem queer, ale! Jestem po prostu artystką. Chyba nie powinno być takiego rozgraniczenia w muzyce. Muzyka nie powinna dzielić ani być zarezerwowana dla konkretnej grupy. Chociaż niektórzy uważają, że to jest ważne, żeby reprezentacja była podkreślana. Queerowy jest kontekst, a nie dzieło samo w sobie. Jak żyje się artyście, który tworzy muzykę w Poznaniu? Jako osoba, która dwa tygodnie temu dostała stypendium od miasta Poznania, to żyje się całkiem super. Gratulacje. Co sprawia, że Poznań to miasto, w którym naprawdę można tworzyć dobry kawałek sztuki? Miałam przyjemność poznać różnych artystów z całej Polski przez ostatnie dwa, trzy lata. Poznań bardzo wysoko plasuje się w rankingu wspierania młodych osób w zakresie tworzenia sztuki, którzy są na początku swojej drogi. Mamy fundację „Trzy sztuki”, jest „My name is Poznań”, projekt, z którego ja się właściwie wzięłam, tak bardziej artystycznie. Jest festiwal Next Fest ze sceną dla młodych. Są stypendia, open calle, ludzie, którzy pomagają sobie nawzajem, jest coworking space. Łatwiej się odnaleźć, szczególnie, gdy pozna się już kilka osób. Jak się żyje w Poznaniu osobie queerowej? Myślę, że nie bez powodu mówi się, że Poznań jest queerową stolicą Polski. Oczywiście są takie miejsca, gdzie bałabym się chodzić z moją dziewczyną za rękę, ale tam, gdzie zazwyczaj bywam, gdzie mam swoje życie, to nie czuję się stygmatyzowana. Nie łapię spojrzeń na ulicach, nikt nie zwraca na to uwagi. Zresztą jak ja chodzę po ulicach, to ja nikogo nie poznaję. Idę, jest punkt A i B w mojej głowie, słuchawki na uszach, okulary i nikogo nie dostrzegam zupełnie. Trzeba mi zajść drogę, żebym ja ogarnęła, że coś jest nie halo. Zresztą ja często nie mam soczewek, więc… (śmiech) Czyli nie jest najgorzej? W Poznaniu żyje mi się naprawdę dobrze. Poza tym mamy teraz czerwiec, czyli Pride, czym jestem bardzo podekscytowana. Jest dużo wydarzeń, prelekcji, którymi można celebrować Miesiąc Dumy. Mam nadzieję, że na marszu nie będzie tak gorąco jak w poprzednich latach, bo ostatnio to była istna tragedia. W tym roku marsz przechodzi obok mojego domu, więc w razie czego skrócę sobie trasę. Czym jest dla Ciebie sukces? To jest głębokie pytanie, poczekaj. Sukces… Bycie usatysfakcjonowanym ze sobą, poznanie siebie na tyle, że jest się w stanie kochać siebie pomimo wszystko, bezwarunkowo. To życie z ludźmi, którzy cię wspierają i kochają i są dla ciebie. To zbudowanie sobie takiego gniazda, gdzie masz poczucie bezpieczeństwa, gdzie masz poczucie przynależności. To budzenie się rano z chęcią do życia. Jesteś na drodze do sukcesu, czy już go osiągnęłaś? Na drodze. Ja myślę, że to jest proces. Są takie dni, że mam ochotę nie wynurzać się spod kołdry, ale są też takie, gdzie jestem podekscytowana, potrafię się cieszyć i czuć. Gdzie łatwiej mi się śpiewa. Wyobrażasz sobie siebie bez muzyki? Nie, wydaje mi się, że bym po prostu oszalała. Nie ma mnie bez muzyki. Muszę tworzyć, śpiewać, pisać, słuchać. Inaczej nie potrafię. Czasami zazdroszczę tym, którzy potrafią. PROCES, NIE PUNKT DOCELOWY Kiedy kończymy rozmowę, trudno oprzeć się wrażeniu, że Kachus funkcjonuje trochę w kontrze do współczesnego świata. W rzeczywistości, która premiuje krzykliwe komunikaty, ona wybiera szczerość. W czasach, gdy wszystko trzeba natychmiast nazwać, sklasyfikować i zamknąć w szufladce, zostawia miejsce na niedopowiedzenia. Nie buduje wokół siebie mitu ani nie próbuje kreować wizerunku osoby wyjątkowej za wszelką cenę. Wręcz przeciwnie – mówi o sobie zwyczajnie. O muzyce jako o czymś niezbędnym do życia. O Poznaniu jako o miejscu, w którym można tworzyć i oddychać. O queerowości jako jednej z wielu części swojej tożsamości, a nie jej jedynej definicji. Być może właśnie dlatego jej piosenki trafiają do ludzi. Bo opowiadają o rzeczach, które są wspólne niezależnie od wieku, miejsca zamieszkania czy doświadczeń – o miłości, tęsknocie, bezpieczeństwie, potrzebie bliskości i próbach odnalezienia siebie. A jeśli sukces rzeczywiście mierzy się liczbą osób, które dzięki czyjejś twórczości czują się choć odrobinę mniej samotne, to Kachus jest już znacznie dalej na swojej drodze, niż sama byłaby skłonna przyznać. Z Poznania nie zamierza wyjeżdżać. Muzyki nie zamierza porzucać. A reszta? Jak sama mówi – to proces. z
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz