| LIPIEC/SIERPIEŃ 2026 POZIOM WYŻEJ | 51 Zacznijmy od uspokojenia czytelników: czy każdemu zdarzyła się kiedyś komunikacyjna „wpadka” i czy podczas wystąpienia taka „wpadka” może być atutem? Ewa Bujak: Nie wiem, czy każdemu, ale podejrzewam, że zdecydowanej większości z nas. Dlatego, że jesteśmy ludźmi i jako ludzie popełniamy błędy. Dzięki temu jesteśmy bardziej pozytywnie odbierani przez audytorium. Jeżeli mówca jest idealny i nieskazitelny, to trochę staje się mało ludzki. A komunikacyjna wpadka i dobra reakcja na nią powodują, że przybliżamy się do naszej publiczności. Pomyłka podczas wystąpienia jest naturalną rzeczą i absolutnie każdy może się pomylić. Nie demonizujmy błędów. Jeśli się zdarzą, wystarczy powiedzieć: „Przepraszam, to był błąd” i pójść dalej. Też mam wpadki na swoim koncie. Kiedyś przed dużym wystąpieniem, zaraz przed wejściem na scenę, polałam się kawą, czego konsekwencją była duża plama na białej bluzce. Nie miałam niczego na przebranie. Wiedziałam, że jak wyjdę na scenę, ludzie będą widzieć, że ta plama jest, więc nie mogę udawać, że nic się nie stało. Jedyne, co mogłam zrobić, to powiedzieć: „Szanowni Państwo, nie pijcie kawy przed dużym wystąpieniem, jeżeli nie macie bluzki na zmianę”. Przyznać się do tego i zakończyć ten wątek. Czasami ludzie za bardzo „idą” w przepraszanie, w umniejszanie sobie, w retorykę typu: „Ale jestem gapą, ale jestem straszna, okropna, niezguła”. To niepotrzebne. Wpadki się zdarzają, są OK, jeśli w odpowiedni sposób do nich podejdziemy i adekwatnie o nich zakomunikujemy. Masz jakiś swój ratunkowy trik? Taki dla ludzi, którzy mają coś zakomunikować, stoją przed innymi i nagle… pustka w głowie? Dobre przygotowanie to podstawa. Mam taką swoją tabelkę stresową, w której są trzy kolumny. Pierwsza z nich dotyczy przygotowań przed wystąpieniem. Wizualizuję sobie, co może mi się wydarzyć najgorszego. I jedną z tych rzeczy jest sytuacja, że mam pustkę w głowie. Do tego służy druga kolumna, w której wypisuję sobie elementy mogące temu zapobiec, czyli zastanawiam się, co mogę zrobić, żeby się nie zaciąć. Jednym ze sposobów jest sporządzony wcześniej plan wystąpienia. Trzecia kolumna jest o tym, co robić, jeśli to się wydarzy, czyli się zatnę. Wówczas mogę sięgnąć do planu lub na przykład powtórzyć ostatnie zdanie. Mogę też podejść do stolika i napić się wody. Wtedy te emocje, które mnie zaślepiają, pozwalają mi trochę pójść do przodu. To faktycznie jest jeden z najważniejszych lęków: boję się, że się zatnę. Jednak szczerze mówiąc, ludzie się tego obawiają, a dość rzadko im się to zdarza. Boją się też tego, że będzie widać, jacy są zestresowani. A jest coś takiego, co nazywa się iluzją przezroczystości w psychologii. Nam się wydaje, że my jesteśmy bardzo zestresowani i to widać, a w rzeczywistości publiczność tego w ogóle nie dostrzega. Dlatego zachęcam, żeby nie skupiać się na sobie, tylko na publiczności. Wiele osób kojarzy wystąpienia publiczne wyłącznie ze sceną i mikrofonem. Tymczasem to także rozmowa o pracę czy negocjacja podwyżki. Dlaczego tak często nie widzimy tych sytuacji jako „wystąpień” i co przez to tracimy? Warto pojęcie „wystąpienie przed publicznością” zamienić na „komunikację z publicznością”. Wtedy od razu ten stres się zmniejsza. Inaczej reagujemy, kiedy skupimy swoją uwagę na audytorium, a nie na sobie. Pomyślmy: dlaczego ta publiczność przyszła, czego oczekuje, dlaczego w ogóle chciałaby mnie słuchać? Kiedy zadamy sobie te pytania, łatwiej jest w taki sposób mówić, żeby wzbudzić zainteresowanie, odpowiadać na potrzeby i problemy naszych słuchaczy. Podobnie jest we wszystkich sytuacjach życiowych, czyli właśnie podczas rozmowy o pracę, starań o podwyżkę, przedstawienia swojego projektu, prezentacji przed nowym współpracownikiem. Takich interakcji w naszym życiu jest bardzo dużo i one wszystkie są publiczne. Gdybyś miała wskazać jeden najbardziej „nielogiczny” lęk, jaki blokuje ludzi przed zabraniem głosu – co by to było? Z czego wynika aż taka skala napięcia wokół mówienia do innych? Tych płaszczyzn lęku jest dużo, ale myślę, że jednym z takich ważniejszych jest w ogóle lęk przed lękiem. Czyli strach przed stresem. Boję się, że będę się za bardzo denerwować i nie będę wiedzieć, co właściwie mam przekazać, że się zatnę i to spowoduje kolejne katastrofy. Proponuję traktować stres jako energię. Dlatego, że jeżeli ktoś powie: „Nauczę Cię przemawiać bez stresu”, to znaczy, że kłamie, bo to nieprawda. My naturalnie się stresujemy, bo tak jest zbudowany nasz układ nerwowy. Stres miał kiedyś, z ewolucyjnego punktu widzenia, prowadzić nas do tego, żebyśmy mogli uciec albo byli w stanie walczyć. Dzisiaj nasz organizm nie rozróżnia sytuacji, kiedy trzeba uciekać, bo coś mu zagraża, a kiedy znajduje się w nietypowym momencie, bo jest to wystąpienie publiczne. No i zaczyna się denerwować. Chodzi o to, żeby nie bać się samego lęku. Wyjdźmy mu naprzeciw i sprawdzajmy się w nowej sytuacji. Zamiast hamować lęk lub uspokajać się na siłę, mówiąc: „Jestem spokojny albo jestem spokojna” – zauważmy stres, stwierdzając: „Jestem podekscytowany albo podekscytowana”. To naturalne, bo sytuacja jest nowa. Ta ekscytacja ma nas pchać, a nie paraliżować.
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz