SUKCES PO POZNAŃSKU 7-8 /2026

| LIPIEC/SIERPIEŃ 2026 52 | POZIOM WYŻEJ Jako ludzie różnimy się, więc czy nie jest tak, że na jednych działa to bardziej mobilizująco, a na innych deprymująco? No właśnie zależy, jak do tego podejdziesz. Bo jeżeli zaakceptujesz, że ten lęk istnieje, bo jest biologiczny, no to teraz następny krok do tego, jak go będziesz interpretować. Według badań naukowych aż 70 proc. populacji boi się wystąpień publicznych. I to jest bardzo naturalny lęk. Ale jedyną drogą na pozbycie się tego strachu jest ekspozycja, czyli wystawianie się na to i ciągłe ćwiczenia. Jak zaczynamy unikać wyzwania, bo nie chcemy robić czegoś, co nam się nie podoba, to nigdy się tego strachu nie pozbędziemy albo będzie on nas na tyle paraliżował, że utrudni nasze wystąpienie. Wielu ludzi sukcesu świetnie funkcjonuje czy to w biznesie, czy społecznie, ale gdy trzeba powiedzieć o sobie coś więcej niż „prowadzę firmę” czy „działam lokalnie”, zapada niezręczna cisza. Skąd ten opór przed mówieniem o własnej wartości? Najtrudniej jest właśnie mówić o sobie. Dlatego, że czasami nawet w ogóle się nie zastanawiamy, kim jesteśmy, co robimy, w jakim punkcie życia się znaleźliśmy, w jakiej roli występujemy, więc trudno nam to potem wyartykułować. Stąd też pierwszym etapem procesu uczenia się mówienia o sobie jest samopoznanie. Warto zapytać siebie: „Ej, to właściwie co ja mam o sobie powiedzieć?”. Już sama taka myśl skłoni do dalszych poszukiwań. To znaczy, że muszę siebie lepiej poznać. Później do tego dochodzi poczucie własnej wartości. Rozpoznajmy, czy ono jest adekwatne, czy nieadekwatne, czy jest zaniżone, czy czasami zawyżone. Nie zawsze świadomie do tego podchodzimy. Czasami można to zaobserwować np. po reakcji na komplementy i „wypracowanej” przez pokolenia fałszywej skromności. Przykładowo słyszysz: „Piękna sukienka!” Odpowiadasz: „aaa stara” albo „eee z wyprzedaży”. To jest szczególnie widoczne u kobiet. Dziewczynki były wychowywane do tego, żeby być grzeczne, skromne. Natomiast od wielu pokoleń chłopcom łatwiej przyzwalano na to, żeby mówić o swoich zasługach, sukcesach. W tym okresie, zwłaszcza takiego PRL-u, kiedy wzrastało pokolenie X, to dość duże były te różnice w postrzeganiu roli męskiej i kobiecej. Efekt? Chłopacy nie płaczą, a dziewczynki się nie chwalą. No i teraz są tego skutki. Kiedy mam kontakt ze studentami bądź z młodszymi jeszcze ludźmi, to zauważam, że oni są już inaczej wychowywani. Trochę bardziej doceniani i więcej im wolno. Mają większą samoświadomość. Wiedzą, gdzie są ich granice i potrafią te granice postawić. Mówienie o sobie zależy od wielu obszarów. Od tego, w jakim domu się wychowaliśmy i jakie mamy kluczowe przekonania o sobie oraz bazowe poczucie własnej wartości. Dlatego jak zaczynam z kimś pracę nad wystąpieniami publicznymi, to pierwszym etapem jest samopoznanie. Sprawdzam mocne strony, wskazuję elementy do dalszej pracy. Bo wierzę, że absolutnie każdy ma zasoby, które pozwolą mu być świetnym mówcą. Różnimy się, więc dlatego jesteśmy atrakcyjni dla publiczności. Nie ma znaczenia, czy ktoś jest introwertykiem, czy ekstrawertykiem – ważne, że opowiada swoją, unikalną historię. Czy autentyczność w komunikacji to dziś przewaga konkurencyjna, czy raczej modne hasło, za którym niewiele stoi? Ona jest kluczowa. Autentyczny to spójny z wartościami, z osobowością, z tożsamością. Żeby być autentycznym i spójnym, no to najpierw muszę wiedzieć, jaki czy jaka jestem. Publiczność rozpozna fałsz i szybko zorientuje się, jeśli kogoś udajemy. Może jeśli nie zauważy tego od razu, to będzie miała gdzieś niejasne poczucie, że coś tutaj jest nie tak, że to jest udawane. Ja pracuję na archetypach marki. Nie narzucam tych archetypów, tylko odkrywam w tym człowieku. Jakim jest archetypem, czy wynikają z tego odpowiednie komunikaty, sposób zachowywania się, odpowiedni język, bo archetyp to wzorzec. Czy markę osobistą da się zbudować całkowicie „po swojemu”, bez poczucia, że trzeba grać jakąś rolę? Wręcz trzeba to zrobić po swojemu! Po to, żeby nie grać tej roli, tylko żeby to było prawdziwe. Nie ma innej drogi. I w tym wypadku podobnie jak z wystąpieniami publicznymi, zaczynamy od tego etapu audytu, czyli samopoznania i tutaj zagłębiamy się w wartości, właśnie w archetyp, w obecny wizerunek marki osobistej, zadajemy sobie pytanie: jak mnie ludzie widzą? Później, na podstawie tego, co sobie zaudytujemy, tworzymy cel. Tu pomocna jest metoda SMART. Cel musi być konkretny, mierzalny, realny, ambitny i określony w czasie. Pracując z moimi klientami, właśnie na tej podstawie tworzę plan komunikacji i cały czas sprawdzam, czy to jest zgodne z wartościami, czy to jest zgodne z archetypem, dlatego, że markę postrzegam jako wartość.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz