SUKCES PO POZNAŃSKU 7-8 /2026

| LIPIEC/SIERPIEŃ 2026 POZIOM WYŻEJ | 53 Patrząc na Twoje doświadczenie i pracę z wieloma firmami, powiedz, z jakimi się spotykasz najczęstszymi zadaniami do odrobienia przez poznański biznes? Czy Ciebie coś zaskoczyło? Pierwsza i taka najważniejsza lekcja do odrobienia to samo rozumienie marki. Spotykam się dosyć często z przekonaniem, że marka kojarzy się ze sprzedażą i reklamą. Tylko i wyłącznie. I niejednokrotnie jak zaczynam rozmawiać z ludźmi, po co w ogóle jest ta marka osobista, to słyszę: „To nie jest mi potrzebne, bo to sprzedaż, reklama, a ja nie lubię się reklamować”. I takie rozumienie tego pojęcia zabiera, po pierwsze, frajdę odkrywania, budowania i tworzenia tej marki, a po drugie – jej sens. No bo jeżeli ktoś nie czuje marketingu, nie lubi się reklamować, no to po co miałby się zajmować swoją marką osobistą? Bez budowania tej marki osobistej trudno osiągać swoje cele biznesowe. Dlatego, że marka jest wartością, a ludzie, jeżeli nie znajdą tej wartości w drugim człowieku, czyli w tym przedsiębiorcy, w usłudze, no to trudno będzie ich przekonać i zainteresować. Dość często pojawiają się u mnie klienci na takim rozdrożu, czyli w momencie, kiedy wydaje im się, że już coś osiągnęli, mają jakieś doświadczenie, ale albo chcą się przekwalifikować, albo właśnie nie mają pomysłu co dalej ze sobą zrobić, albo biznes im się rozsypał i nie wiedzą dlaczego. I zaskakujące jest to, że właśnie jak zaczynamy sięgać do tych podstaw, to widać efekty. Bo oni na początku chcą iść bardzo do przodu. Co ja mam zrobić, żeby zarobić, żeby teraz siebie sprzedać czy sprzedać produkt? Jak zaczynamy się cofać, to okazuje się, że te wszystkie działania, które do tej pory były przez nich robione, trochę są na ruchomych piaskach, czyli brakuje im tej głębi. Brakuje im zrozumienia tego, po co ja właściwie coś robię, co jest moim wyróżnikiem, co jest moim atutem, co jest elementem do dalszej pracy. Dopiero jak sięgamy do tych podstaw, to wtedy wszystko nabiera sensu. Ten etap akurat w mojej pracy najbardziej lubię, kiedy ludzie zaczynają mówić. Łatwiej jest później działać już wizerunkowo i komunikacyjnie. Ostatnio pracowałam nad budowaniem marki osobistej z artystami, muzykami, choreografami. Dla niektórych z nich pierwsze rozumienie, czym jest praca nad marką osobistą, było również typowo marketingowe. A pochylenie się nad tym, czym jest moja marka i jakie są wartości, którymi się kieruję w życiu – pomagało wielu z nich odnaleźć nową lub poprowadzić obecną ścieżkę kariery. Strategiczne myślenie o marce uniemożliwia podejmowanie przypadkowych decyzji wizerunkowych. Pracowałaś na początku swojej kariery jako dziennikarka, później jako ekspertka od PR, prowadzisz od lat szkolenia z komunikacji i wystąpień publicznych – skąd nagle pomysł, żeby skończyć drugi kierunek: psychologię? Jak prowadzenie praktyki terapeutycznej ma się do Twoich działań z zakresu szeroko pojętej komunikacji w biznesie? Jak te światy się przenikają? W pewnym momencie dość mocno zaczęłam pracować z poczuciem własnej wartości moich klientów, która była bazą i podstawą wystąpień publicznych i wizerunku. Zaczęło mi brakować wiedzy, nurtowało mnie, jak sprawdzić, skąd wynika ta samoocena. Stwierdziłam, że dobrym pomysłem byłoby zgłębić to na psychologii. Dzięki temu, że byłam dziennikarzem, speakerem radiowym, rzecznikiem prasowym, mogłam pracować nad tym zewnętrznym elementem wizerunkowym, ale ciągle brakowało mi tej bazy i podstawy. Co w takim razie zrobić z człowiekiem, który ma lęk przed wystąpieniem lub który nie wierzy, że mógłby być dobry w swojej branży? W mojej pracy zatrzymywałam się w aspekcie tylko deklaracji. Wiedziałam, że trzeba uwierzyć w siebie, ale nie wiedziałam, jak to zrobić, żeby tych ludzi do tego zachęcić. Studia psychologiczne mi na to pozwoliły. Okazały się strzałem w dziesiątkę i dopełnieniem tego, co wcześniej robiłam. To płynie, bo mogę między tymi dwoma światami balansować. Mam wrażenie, że więcej teraz w moim budowaniu marki i w szkoleniach jest psychologii, ale z tą wiedzą bazową o wizerunku i komunikacji. I jeśli mówimy o tej autentyczności, to do mnie przyjdą ludzie, którzy właśnie tego potrzebują, by sięgnąć głębiej i siebie zrozumieć, po to żeby zacząć prawdziwie i spójnie budować swoją markę albo żeby pewnie mówić do innych. Co najczęściej okazuje się trudniejsze dla przedsiębiorców i liderów: nauczyć się mówić… czy pozwolić sobie być słyszanym? Myślę, że bazą jest zacząć słuchać siebie, potem pozwolić sobie na mówienie do innych. Bo bardzo często jest tak, że my uważamy, że nawet nie mamy prawa mówić. Nie mamy wiedzy, nie jesteśmy na tyle ciekawi, atrakcyjni, żeby do kogoś przemawiać. Z tego wynikają te nasze lęki. Jak uwierzymy, że mamy coś ciekawego do powiedzenia, mamy wiedzę, doświadczenie i zasługujemy na to, żeby inni nas usłyszeli, to dopiero wtedy zajmujemy się warstwą komunikacji czyli tym jak mówić, żeby innych zaciekawić. Będą nas chcieli słuchać, gdy damy im wartość, będziemy autentyczni i spójni. Można być wyuczonym, można świetnie wypaść, można... ale można być nieautentycznym. Jeżeli będzie to zauważalne, to nikt tego nie „kupi”. Bo ludzie wybierają emocjami.Bo ludzie wybierają emocjami. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz