SUKCES PO POZNAŃSKU 9-2026

| WRZESIEŃ 2026 ROZWÓJ OSOBISTY | 45 Brzmi znajomo? Dlaczego tak się dzieje, że choćbyśmy nie wiadomo jak daleko i na jak długo wyjechali, to syndrom powrotu bywa dla wielu osób tak nieprzyjemnie stresujący? Przyczyną wydaje się być w dużej mierze zjawisko kontrastu, które wpisane jest najczęściej w myślenie o „wyrwaniu się na urlop”. Już samo to sformułowanie nasuwa skojarzenie z przymusową zmianą otoczenia. Nie znaczy, że nieprzyjemną. Ale sam ten proces może być dla niektórych mocno stresujący. Jak to działa? Najpierw wydaje się nam, że nigdy nie jest wystarczająco dobry moment na urlop: • No i jak tu jechać, jak tyle jest do zrobienia jeszcze? • Jak mnie nie będzie, to się wszystko zawali. • Jak sobie beze mnie poradzą? • Te sprawy nie mogą tyle czekać. • 3 tygodnie urlopu? Nie ma mowy. Jeszcze okaże się, że nie jestem potrzebny. TRYB HAMAKOWY Naturalne jest, że przy takim nastawieniu, jak już się „wyrwiemy”, to zanim poczujemy ulgę, relaks i radość, to możemy odczuwać nawet lekką panikę na początku wyjazdu „jak to będzie?” i wzmożony niepokój, czy na pewno wszystkim zaopiekowaliśmy się jak należy. Nic w tym dziwnego, bowiem nasz układ nerwowy, postawiony na co dzień w tryb ciągłej mobilizacji, potrzebuje czasu, żeby przełączyć się na tryb „hamakowy”. Przy czym, co ważne, „tryb hamakowy” nie musi oznaczać leżenia, sporo osób preferuje jednak odpoczynek aktywny. Jednocześnie każdy z nas świetnie wie po sobie, kiedy zaczyna odpoczywać psychicznie i odczuwać miły stan odprężenia, a głowa i ciało się relaksują. Problem polega na tym, że ledwo uda nam się „wyhamować” i zmienić tempo na wolniejsze, już trzeba wracać i go przyspieszyć. Zbyt krótki czas na reset skutkuje irytacją, zamiast oczekiwanego przypływu energii, a nawet... co może być zaskakujące, zmęczeniem. ZALOGOWANIE SIĘ DO RZECZYWISTOŚCI W związku z tym odczuwany przez wiele osób dyskomfort związany z „wylogowaniem się z rzeczywistości”, a potem stresującym „zalogowaniem się do niej” prowadzi do nasilających się tendencji do nadmiernego skracania urlopu i zamiast dłuższego resetu ograniczania się jedynie do tzw. city break, czyli szybkich, krótkich przerw od pracy (ok. 2–4 dni), najczęściej okołoweekendowych, które w zamyśle mają dać szybki (no właśnie) oddech, a jednocześnie być gwarancją równie szybkiego powrotu do codziennych rutyn. W przypadku takich krótkich wyjazdów przejście do „trybu hamakowego” jest praktycznie niemożliwe. Czy to zatem oznacza chociaż mniej stresujące powroty do pracy? Niekoniecznie. Bo często jest fajnie, ale: • Zostaje niedosyt, bo za krótko, za szybko, trzeba było jednak na dłużej pojechać. • Ciało nie zdążyło się odprężyć, a głowa przewietrzyć. • Intensywne zwiedzanie jest mocno zadaniowe, nie ma czasu na zatrzymanie się i głębszy oddech. I jakkolwiek takie przerwy potrafią doraźnie naładować nasze baterie, to jednak brak dłuższego reseFot. Adobe Stock

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz