SUKCES PO POZNAŃSKU 9-2026

| WRZESIEŃ 2026 Z KULTURĄ | 75 Zacznijmy od „Dyptyku”. Przez całą książkę przewija się niezwykły kolor – błękit. Skąd taki pomysł? To ciekawe, ale ani przez chwilę nie zastanawiałam się, w jakiej tonacji powinien być namalowany dyptyk. Pewnie dlatego, że lubię niebieski. Czyli błękit pojawił się jako element estetyczny, ale szybko zaczął pełnić większą funkcję? Zdaje się, że tak właśnie było. Ten kolor niesie ze sobą wyjątkowe znaczenie. Niebieski to barwa nieba i wody. Kojarzy się z nieskończonością, chyba także z wolnością. W książce pojawia się Picasso. Pani chyba jednak nie jest jego wielką fanką? Ja nie jestem, ale Rita owszem (śmiech). Moi bohaterowie bardzo często mają skrajnie różne od moich upodobania i działają inaczej niż zrobiłabym to ja. Co ciekawe i co wiąże się z poprzednim pytaniem, w twórczości Picassa wyróżnia się okres błękitny, który powstał pod wpływem żałoby po samobójczej śmierci przyjaciela – artysty. To był czas, kiedy jego płótna zdominowały chłodne odcienie niebieskiego i błękitu. I właśnie Rita oraz Marcel są sercem tej historii. Jak rodzą się tacy bohaterowie? Najpierw pojawia się człowiek czy historia? Jeśli chodzi o mnie, wszystko zaczyna się od bohatera, w tym wypadku od bohaterów. Wymyślam postać, staram się, żeby nie była nudna, i zastanawiam się, co takiego może się jej przytrafić. Czasem to bardzo długi proces, bo postać jest gotowa dopiero wtedy, kiedy czuję jej obecność. Jak to wygląda w praktyce? Chodzi o to, że zanim zacznę pisać, muszę wiedzieć, w jaki sposób bohaterka zamawia kawę i jak trzyma filiżankę, co decyduje o wyborze akurat tego stolika, w jaki sposób siedzi, jak pachnie, czy wróciłaby do tej kawiarni. Oczywiście nie wszystko trafia później do książki, ale ja tej wiedzy potrzebuję, żeby budować postać. Dopiero wtedy zaczynam opowiadać historię. To chyba tłumaczy, dlaczego Pani bohaterowie są tak plastyczni. Wiemy nie tylko, co mówią, ale też jak się poruszają, gdzie siedzą, z jakiej filiżanki piją. Jeśli czytelnik to zauważa, to dla mnie bardzo ważne. Czasem, jak w życiu, gest lub grymas mówi więcej niż słowa. „Dyptyk” nie jest książką do szybkiego przeczytania i odłożenia. Ale i tak czyta się zawsze szybciej niż pisze. (Uśmiech) Nie chciałam pisać historii, którą się zapomina. Zależało mi, żeby stworzyć bohaterów i zbudować świat, który zostanie z czytelnikiem na dłużej. Chciałabym, żeby miał ochotę odwiedzić opisane miejsca, żeby patrząc na obraz, inspirował się Ritą i przyjrzał mu się naprawdę dokładnie. Skąd bierze się taka wielowarstwowa fabuła? Starałam się nie skupiać na jednej prostej historii, ale zbudować złożoną opowieść, w której wydarzenia i losy wzajemnie na siebie wpływają. Obok głównej historii, którą jest zadanie Marcela polegające na odzyskaniu obrazu Francisa Bacona, pojawiają się równoległe wątki poboczne – na przykład historia Riccarda i jego rodziny. W „Dyptyku” bohaterowie dostają jednak bardzo konkretne ograniczenie – czterdzieści dni na odnalezienie zaginionego „Autoportretu” Francisa Bacona. Skąd pomysł na tak ciasne ramy czasowe? Bardzo długo zastanawiałam się, ile czasu mogę dać Marcelowi na wykonanie zadania. Czterdzieści to symbol czasu próby i oczekiwania, wydało mi się zatem liczbą idealną. Inna sprawa, że potrzebowałam pewnego ograniczenia, żeby mobilizować bohaterów do działania. Dzięki temu historia nabrała tempa. Czyli czterdzieści dni było trochę ograniczeniem dla autorki, a trochę dla bohaterów? Pozornie to może wyglądać jak ograniczenie, ale to sposób na dyscyplinowanie, a ja wierzę, że dyscyplina pomaga. Chociaż dzisiaj to chyba niezbyt popularne przekonanie. A jednocześnie nie daje Pani czytelnikowi wszystkich odpowiedzi. Finał zostawia sporo miejsca na domysły. To prawda, chciałam, żeby czytelnik dostał odpowiedzi tylko na część pytań. Chciałam go zachęcić do tego, żeby sam próbował znaleźć odpowiedź na to, co wydarzyło się w Marsylii. Zostawić przestrzeń dla jego wyobraźni i to zadziałało. Dostaję mnóstwo wiadomości z pomysłami od moich czytelników. To jest bardzo miłe – wciągać ich w proces twórczy. Czyli pozostawienie historii w pewnym zawieszeniu było celowe? Zanim zacznę pisać, wiem, jak historia się skończy. Nie jest zatem tak, że bohaterowie sami mnie prowadzą. Myślę, że Rita zasługuje na to, żeby dowiedzieć się, kto stoi za szantażem. A jeśli nie ona, to na pewno zasługują na to czytelnicy. W „Dyptyku” sztuka nie jest tylko eleganckim tłem. Z każdą stroną staje się coraz ważniejszym elementem historii. Skąd u Pani ta fascynacja malarstwem? Jestem kulturoznawcą, a historia sztuki była moim ulubionym przedmiotem. Wtedy, kiedy studiowałam, żeby zobaczyć obraz, trzeba było wertować albumy malarskie, spędzałam długie godziny w bibliotekach. Teraz jest łatwiej, mam

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz