SUKCES PO POZNAŃSKU 10/2026

| PAŹDZIERNIK 2026 SMACZNEGO | 71 patrząc na talerz, pytali z dezorientacją: „A gdzie jest sos?”. Byli przekonani, że carbonara powinna pływać w białej, gęstej śmietance z dodatkiem zielonej pietruszki i wędzonej szynki. Rola obsługi nie ograniczała się jednak do biernego zbierania zamówień. W duchu filozofii Carluccia kelner był przewodnikiem po autentycznej włoskiej kulturze. – Gdy gość prosił o dodanie śmietany albo dopytywał o czosnek, tłumaczyliśmy z uśmiechem, na czym polega prawdziwa rzymska receptura. Mówiliśmy: „Proszę spróbować tak, jak robi się to w Rzymie. Jeśli Panu nie posmakuje, wymienimy danie na cokolwiek innego z karty”. W zdecydowanej większości przypadków po pierwszym kęsie goście byli zachwyceni. Odkrywali, że prawdziwa carbonara nie jest ciężka ani muląca, lecz wyrazista, pełna głębokiego smaku sera i chrupiącego mięsa. Na taką carbonarę wracali Londyńczycy, ale także Poznaniacy, bo tę klasyczną wersję wraz z Maciejem serwowaliśmy w niejednej poznańskiej restauracji. Doświadczenia z restauracji Carluccia pokazują, że obrona kulinarnej tradycji nie musi oznaczać snobizmu. To lekcja szacunku do produktu i do samego gościa, któremu zamiast dającej złudne poczucie komfortu drogi na skróty proponuje się prawdziwe, bezkompromisowe doświadczenie smakowe. Kiedy przyniosłem na nasze spotkanie książkę Antonia Carluccia i Gennara Contalda „Dwaj łakomi Włosi”, Mariusz i Maciej autentycznie się wzruszyli i zaczęli sypać opowieściami o swoim mistrzu. Co ciekawe, w tej książce nie ma carbonary, ale znaleźli w niej kilkanaście dań, które gotowali i podawali Londyńczykom w Carluccio’s. Kiedy wybierzecie się do nich na carbonarę, naciągnijcie Mariusza, który jest menedżerem, na wspominki. Gwarantuję, że spędzicie miło czas – wystarczający na zjedzenie kilku porcji tej pasty. SZTUKA UMIARU NA TALERZU Czy ortodoksyjne podejście do carbonary to tylko gastronomiczny snobizm i bezmyślne czepianie się szczegółów? Zdecydowanie nie. Walka o wyeliminowanie śmietany czy zastąpienie zwykłego wędzonego boczku złocistym, dojrzewającym guanciale nie wynika ze sztywnego dogmatu, lecz z czystej troski o balans i autentyczność smaku. Włosi nie bronią swojej receptury z zawiści czy chęci utrudniania ludziom życia – bronią jej, bo doskonale wiedzą, że dodatek ciężkiej śmietanki zabija delikatną słodycz wytopionego tłuszczu z wieprzowego policzka i przykrywa wyrazistą, lekko pikantną słoność owczego pecorino. Zamiast lekkiej, aksamitnej emulsji dostajemy wtedy zawiesisty, ciężki sos, po którym jedyne, o czym marzymy, to długa drzemka. Na szczęście poznańska kultura kulinarna przeszła w ostatnich latach ogromną ewolucję i dorosła do momentu, w którym nikt z nas nie musi już iść na zgubne kompromisy. Czas, gdy włoska kuchnia w stolicy Wielkopolski kojarzyła się głównie z makaronem z torebki zalanym śmietaną, odszedł bezpowrotnie w przeszłość. Dziś wystarczy krótki spacer na Jeżyce, Łazarz czy Wildę, by w lokalnych włoskich delikatesach bez trudu kupić prawdziwy policzek wieprzowy, dojrzały, pachnący ser z Lacjum oraz idealnie mączny makaron ze słonecznej Italii. Wszystko, co najważniejsze do stworzenia kulinarnego arcydzieła, mamy dosłownie na wyciągnięcie ręki. Do carbonary ortodoksi, jak mówi Maciej, zalecają tylko i wyłącznie spaghetti, chociaż ja bardzo lubię z tagliatelle i o taką wersję do zdjęcia poprosiłem naszego rozmówcę. Trzeba też pamiętać, że prawdziwe gotowanie nie polega na mnożeniu składników, ale na umiejętności eliminacji tego, co zbędne. W świecie, w którym gastronomia bywa nierzadko przeładowana formą, a talerze uginają się pod kropelkami pianek, ziołami i zbędnymi dekoracjami, rzymski klasyk pozostaje genialną pochwałą prostoty. Przypomina nam, że do stworzenia dania wybitnego nie potrzeba skomplikowanej aparatury ani wielogodzinnego stania przy piecu. Uwielbiam w takich momentach cytować zwrot przypisywany niemieckiemu architektowi modernistycznemu, Ludwigowi Miesowi van der Rohe, który odnosił go do czystości formy i minimalizmu w architekturze, a brzmiący: „Mniej znaczy więcej”. Wystarczy parę doskonałych jakościowo produktów, chwila uwagi, odrobina wyczucia temperatury na patelni i szacunek do proporcji. To właśnie w tej pozornej łatwości kryje się największa kulinarna magia: gdy z zaledwie kilku prostych elementów rodzi się potrawa godna najlepszych rzymskich trattorii. Bez drogi na skróty, bez udawania i – przede wszystkim – absolutnie bez śmietany. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz