| PAŹDZIERNIK 2026 SPORT | 85 Największą gwiazdą siatkówki, nie tylko tureckiej, ale i światowej, jest obecnie Melissa Vargas. Miała Pani okazję z nią grać. Jaką jest zawodniczką, zarówno na boisku, jak i poza nim? Ma w sobie ogromnego ducha walki. Bez niej ani drużyna klubowa, ani reprezentacja nie byłyby tym samym zespołem. Z pewnością stanowi niezwykle mocne ogniwo. Na zewnątrz nie okazuje aż tak bardzo emocji, ale kiedy pozna się ją bliżej, znacznie łatwiej jest dostrzec, co czuje i jak przeżywa mecze. Kiedy rozmawialiśmy pięć lat temu – również dla „Sukcesu po poznańsku” – pytałem Panią, czy jest szansa, abyśmy w Poznaniu doczekali się drużyny siatkarek grającej w najwyższej klasie rozgrywkowej. Rozmawiamy dzisiaj i nic się w tej materii nie zmieniło. Pojawiło się jednak światełko w tunelu. Niemal z nieba spadł nam męski klub Fort Poznań, który gra na zapleczu elity. Czy uważa Pani, że ma szansę, by zagrać piętro wyżej? Po pierwszych meczach jeszcze trudno to ocenić. Z pewnością wybiorę się jednak na mecz Fortu, bo bardzo kibicuję tej inicjatywie. Zrozumiałe, że bliższa mojemu sercu byłaby drużyna kobiet. Zawsze z uwagą śledziłam losy poznańskiego Energetyka i kiedy tylko mogłam, pojawiałam się na jego meczach. Wydaje mi się, że podejmowano próby awansu, ale widocznie klub nie był jeszcze gotowy na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Teraz z dużym zainteresowaniem będę śledzić pierwszoligowe zmagania panów i im kibicować. Nie ukrywam, że wcześniej te rozgrywki nieszczególnie mnie interesowały. Ogląda Pani teraz siatkówkę z kanapy, wróciła Pani do Poznania, pojawił się nowy dom i oczekiwanie na dziecko. Co jeszcze ciekawego dzieje się obecnie w Pani życiu? Dzieje się sporo interesujących rzeczy, a jednocześnie jest to po prostu zupełnie normalne życie, które do tej pory nie było mi dane. Bardzo doceniam teraz życie rodzinne i czas na odpoczynek. Cieszę się, że nasze starania o dziecko szybko przyniosły efekt, choć początkowo stanowiło to spory szok dla mojego organizmu. Po zakończeniu sezonu nie miałam chwili oddechu. Po kilkunastu latach gry na najwyższych obrotach zabrakło momentu na odreagowanie, dlatego tego odpoczynku potrzebowałam wprost rozpaczliwie. To była, można powiedzieć, prawdziwa rewolucja – zarówno dla mnie, jak i dla całego mojego otoczenia. Moja rodzina nie mogła uwierzyć, że wcześniej, pomimo morderczych treningów i ogromnego zmęczenia, ciągle coś robiłam i zupełnie nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Tym razem zostałam po prostu zmuszona do relaksu. Obecnie, po tym niezbędnym wyhamowaniu w pierwszej fazie ciąży, czuję się już dużo lepiej. Zaczynam być bardziej aktywna, ale na pewno nie w takim stopniu, abym myślała o podjęciu pracy czy realizacji innej roli niż żony i mamy. Spędzam czas z rodziną, odnajdując się krok po kroku w codziennym życiu poza sportem. W jaki sposób relaksuje się Pani obecnie? Pamiętam, że w czasach reprezentacyjnych było to chociażby malowanie paznokci sobie i koleżankom z drużyny. Zgadza się – malowanie paznokci, ale też plecenie warkoczyków dziewczynom! Wracając do obecnych zajęć, stawiam na aktywności kreatywne, które zawsze sprawiały mi radość. Lubię na przykład malować obrazy. Teraz w nowym domu mam do pomalowania znacznie większe powierzchnie, więc mogę realizować się w innych działaniach i odkrywać nieznane mi dotąd umiejętności. Bardzo pochłania mnie urządzanie naszych wnętrz. Mój mąż mieszka tu od roku, ale ja dołączyłam dopiero kilka miesięcy temu. Zostało nam jeszcze wiele do zrobienia, abyśmy w stu procentach czuli się dobrze w naszej wymarzonej przestrzeni. No i oczywiście trzeba solidnie przygotować się na pojawienie się małego człowieka! A kiedy dokładnie ten młody człowiek pojawi się w Państwa życiu? W przyszłym roku. z POŻEGNANIE Agnieszka Korneluk zaskoczyła wszystkich po zakończeniu sezonu. Zrobiła to dojrzale i z wielką klasą, a słowa, które zamieściła na swoim Instagramie, naprawdę wzruszają… „... Ale to pożegnanie nie ma być smutne, ma być takie jak siatkówka, która jest pełna pozytywnych emocji. Właśnie takie doznania dawał mi ten piękny zespołowy sport i właśnie takie chciałam dawać kibicom, chociaż ten, kto mnie zna, nie raz widział też łzy i złość... Zawsze w tym wszystkim byłam prawdziwa i nikogo nie udawałam...” „... Oddałam siatkówce całe serce, dałam naszej reprezentacji tyle, ile mogłam w tych trudniejszych i tych dobrych momentach. Zawsze reprezentowanie Polski było dla mnie ogromną dumą.” „... Teraz pragnę innej miłości, jeszcze większej, spełniania ogromnych, życiowych marzeń.” „... Boże, dziękuję! Bez Ciebie nie byłabym tą samą osobą i siatkarką. Dziękuję za te wszystkie lata bez kontuzji, za grę z wiarą i nadzieją. Dziękuję, że czuwasz i wskazujesz mi to, co najważniejsze.” Pani Agnieszko, to my dziękujemy!
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz