SUKCES PO POZNAŃSKU 7-8 /2026

| LIPIEC/SIERPIEŃ 2026 60 | SMACZNEGO odsłonie bób udowadnia, że pod grubą skórą skrywa duszę prawdziwego arystokraty, gotowego na największe kulinarne eksperymenty. Jakie? Na przykład połączenie z kurką, ale o tym za chwil kilka. KURKI – LEŚNE ZŁOTO, KTÓRE LUBI TRZESZCZEĆ W ZĘBACH Pieprznik jadalny – bo tak brzmi jej dumna, oficjalna nazwa – nie daje się oswoić. Nie wyhoduje się jej w szklarni ani na wielkoobszarowym polu. Każdy mały, pofałdowany kapelusz musiał zostać dostrzeżony przez kogoś w wilgotnym mchu, pośród sosnowych igieł, i osobiście zerwany. Stąd też bierze się jej status kulinarnego rarytasu. Zanim jednak kurka trafi na patelnię i zacznie roztaczać swój nieziemski, owocowo- -pieprzny aromat, każdego kucharza czeka próba charakteru. Kurki mają irytującą tendencję do magazynowania w swoich blaszkach wszystkiego, co najgorsze: piasku, igliwia, ziemi i resztek mchu. Kto choć raz zignorował etap dokładnego czyszczenia, ten wie, że nie ma większego kulinarnego dramatu niż szlachetne, maślane danie, które przy każdym kęsie złowrogo trzeszczy w zębach. Jak sobie z tym radzić? Metod jest tyle, ilu kucharzy. Jedni z benedyktyńską cierpliwością za pomocą małego pędzelka, drudzy posypują grzyby mąką i zalewają wrzątkiem, by piasek sam opadł na dno. Niezależnie od wybranej techniki, to moment pełen skupienia i ciszy, w którym rodzi się głęboki szacunek do produktu. Pamiętajmy: grzechem śmiertelnym jest wrzucenie kurek do wody, by piasek po prostu spłynął. Możecie być pewni, że kurka wtedy odpłaci Wam pięknym za nadobne. Po pierwsze, nasiąknie jak gąbka i odda cały smak do wody, a po drugie – piasek i tak będzie trzeszczał. Dlaczego nie tylko ja kocham kurki? Bo to grzyb pod każdym względem genialny. W przeciwieństwie do borowików czy podgrzybków, które po usmażeniu potrafią stać się miękkie, kurka zachowuje swoją cudowną, jędrną, wręcz chrupką strukturę. Ma w sobie specyficzną, delikatnie pikantną nutę, która fantastycznie reaguje z tłuszczem. Wystarczy rozgrzać patelnię, rzucić na nią solidną kostkę dobrego masła, ząbek czosnku i garść kurek, by po kilku minutach stworzyć sos, który potrafi uratować nawet najbardziej ponury dzień. Większość czytających rozmarzy się teraz i powie: „... i podać go z polędwiczką wieprzową”. Dacie wiarę, że to jedno z najbardziej ulubionych dań nas, Polaków? Bo smakowite, a i prestiżowe, chociaż trochę z myszką. To leśne złoto potrafi uszlachetnić najprostszą poranną jajecznicę, stworzyć aksamitny, śmietanowy sos do mięsa lub po prostu stać się samodzielnym, minimalistycznym arcydziełem, dla którego warto spędzić pół godziny albo i lepiej z pędzelkiem w dłoni. Wszystko zależy od wielkości koszyczka i szczodrobliwości lasu. KIEDY BÓB SPOTYKA KURKĘ Co może mieć ze sobą wspólnego pękate, zielone ziarno z nizinnego pola i drobny, rudy grzyb z głębi boru? Okazuje się, że ich spotkanie na talerzu to nie jest zwykły letni romans – to pełnoprawna, kulinarna symfonia, w której każdy instrument gra dokładnie to, co powinien. Dla każdego, kto ma bardziej wyczulony smak, to połączenie jest czystym majstersztykiem opartym na genialnej grze kontrastów. Z jednej strony mamy bób – mączny, maślany, o głębokiej, lekko słodkawej i aksamitnej strukturze. Z drugiej strony wkracza kurka – sprężysta, chrupka, niosąca ze sobą drapieżną, pieprzną nutę i zapach wilgotnego lasu. Kiedy bób i kurka lądują razem na rozgrzanym maśle, dochodzi do idealnego balansu tekstur. Miękkość ziarna ustępuje pod zębami jędrności grzyba, a leśna pikantność kurki idealnie przełamuje łagodną, skrobiową esencjonalność bobu. Nie bez znaczenia jest też czysta estetyka. Żywa, intensywna zieleń zmieszana z głębokim, ciepłym złotem i rudością kurek sprawia, że danie wygląda na talerzu jak esencja lipcowego popołudnia – optymistycznie, świeżo i niezwykle apetycznie. A ja jeszcze lubię dorzucić drobinę czerwieni z papryczki chili. Widzicie to? Kiedy pojawi się dodatkowo boczek pokrojony w słupki, jak do carbonary... Ten letni duet nie potrzebuje przesadnej asysty. Najlepiej czuje się w towarzystwie klasyki: dobrej jakości masła, chlustu wytrawnego białego wina oraz czosnku. Prawdziwą kropką nad „i” staje się świeży tymianek lub gałązka rozmarynu, które wyciągają z kurek ich dziką naturę, oraz odrobina natki pietruszki, dbająca o świeżość bobu. Lubię czasami podkręcić aromaty suszonymi owocami jałowca. Niezależnie od tego, czy wrzucisz je na patelnię obok domowych kopytek, zmieszasz z włoskim makaronem, ryżem w risotto, czy zamkniesz w kremowej tarcie, to połączenie udowadnia jedno: natura nie popełnia błędów. Wydaje te dwa skarby w tym samym czasie nie bez powodu. One po prostu zostały dla siebie stworzone, o czym przekonuję się za każdym razem, gdy kurki i bób pojawiają się na talerzu w mojej kuchni. No cóż, ale o tym musicie przekonać się sami, jeżeli do tej pory wciąż żyjecie w nieświadomości. Tych nieprzekonanych zapraszam do kuchni z przepisami, które Wam rekomenduję.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz