SUKCES PO POZNAŃSKU 7-8 /2026

| LIPIEC/SIERPIEŃ 2026 74 | SPORT już podświadome przeczucie, że będzie dobrze. Maja nie grała pod żadną presją. Ona mogła, a absolutnie nic nie musiała. Bycie tak zwanym underdogiem jest dużo łatwiejsze niż bycie mistrzem. Znamy doskonale hasło „bij mistrza”, które w sporcie jest na porządku dziennym. Faworyt musi zmagać się nie tylko z przeciwnikiem, ale też z własną, ogromną presją psychiczną. Myśli sobie: „Jestem wyżej w rankingu, więcej osiągnęłam, a tutaj ktoś nagle z drugiej czy trzeciej setki może ze mną wygrać” – i po takich myślach rywalka funduje jej seta do zera. Nie uważasz, że Maja jest dziewczyną z zupełnie innego świata? Krzyżówki, herbatka, totalny spokój… Oczywiście, zresztą sama użyła takiego stwierdzenia. Bardziej podoba mi się jednak inne jej zdanie – powiedziała, że w środku czuje się babcią, siedemdziesięciolatką. To jest bardzo sympatyczne i naturalne. Jest taką swojską dziewczyną, z którą każdy z nas może się bardzo łatwo utożsamić. Ujmuje publiczność tym, że potrafi otwarcie i bez barier mówić o swoich kontuzjach, trudnych momentach oraz o epizodzie depresyjnym. Pamiętam, kiedy podczas ostatniej edycji Warsaw Open przegrała z Laurą Siegemund i na konferencji prasowej po meczu przepraszała wszystkich, że nie zagrała tak, jak od niej oczekiwano… Przepraszała też za finał w Paryżu... Tak, to prawda, rzeczywiście tak było. To są właśnie te elementy, które składają się na jej absolutnie niewyreżyserowany, autentyczny wizerunek. Młodzi ludzie powinni się z nią identyfikować. Pokazuje sobą, że wcale nie trzeba poświęcać całego swojego życia na aktywność w mediach społecznościowych, żeby być lubianym. Nie potrzeba setek tysięcy lajków, żeby wzbudzać powszechną sympatię – wystarczy po prostu być sobą. I taka właśnie jest Maja! Tym zachowaniem zachwycili się wielcy eksperci tenisowego świata w paryskim studio telewizyjnym, tacy jak John McEnroe, Andre Agassi czy Venus Williams. Odbierają ją zupełnie inaczej niż większość współczesnych zawodniczek, między innymi ze względu na styl gry, który prezentuje. Nie jest to styl przystający do obecnych atletek tenisa. Maja stawia bardziej na spryt, geometrię kortu i niesamowitą rezolutność. Sama jeszcze nie tak dawno, będąc dużo młodszą tenisistką, mówiła, że ona po prostu gra inaczej. To daje wspaniały powiew świeżości w kobiecym tenisie i to docenili zarówno John McEnroe, jak i Andre Agassi. Docenił to również Mats Wilander, Johanna Konta czy Tim Henman. Niezwykle miło słyszeć tak pozytywne opinie o polskiej tenisistce z ust legend – to dla nas prawdziwa duma. Nie byłoby jednak tego sukcesu, gdyby nie to, co dzieje się w polskim kobiecym tenisie przez ostatnie lata – od wielkich czasów Agnieszki Radwańskiej, aż po naszą sześciokrotną mistrzynię Wielkiego Szlema Igę Świątek. Wspomnij, proszę, o Twoich kontaktach z Mają Chwalińską. Nie znam Mai aż tak dobrze osobiście. Nigdy nie przeprowadzałem z nią dłuższej rozmowy czy wywiadu, natomiast kilkakrotnie spotkałem ją po turniejach Warsaw Open czy podczas rozgrywek Billie Jean King Cup na konferencjach prasowych, gdzie zadawałem jedno czy drugie pytanie. Natomiast taki bardzo bezpośredni kontakt miał miejsce w 2009 roku. Maja wzięła wtedy udział w obozie tenisowym, który został zorganizowany w Szamotułach. Uczestniczyła w nim również moja córka Ada. Obie dziewczyny trafiły do jednego pokoju. Ada ma do dzisiaj z tamtego okresu wspaniałe wspomnienia, a teraz może z uśmiechem powiedzieć, że mieszkała pod jednym dachem z przyszłą finalistką Roland Garros. Macieju, proszę, wyjaśnij tajemnicę wielkich zarobków tenisistów. Ile tak naprawdę z tych oficjalnych sum trafia do ich prywatnego portfela? Powiem Ci szczerze, że ogromnie denerwuje mnie to, co się pisze dzisiaj o sukcesach sportowych wyłącznie przez pryzmat pieniędzy, zapominając o czystym wymiarze sportowym. Na początek zauważmy jedno: każde zarobione pieniądze to wynik morderczej pracy na zawodach i tysięcy godzin spędzonych na treningach. Otrzymując oficjalny czek na daną kwotę, trzeba przede wszystkim odliczyć gigantyczny podatek dochodowy, który obowiązuje w kraju rozgrywania turnieju, ponieważ podawane w mediach wartości to zawsze kwoty brutto. We Francji ten podatek wynosi np. ponad 40%. Do tego dochodzi oczywiście samodzielne opłacenie całego sztabu szkoleniowego, przelotów samolotami, hoteli czy wyżywienia.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz