| WRZESIEŃ 2026 POZIOM WYŻEJ | 53 śmiechu i spędzenia czasu w gronie przyjaciół lub zupełnie obcych osób, które łączy jedno: chęć zrobienia czegoś kreatywnego. W Poznaniu, mieście o ogromnych tradycjach artystycznych, ta iskra trafiła na wyjątkowo podatny grunt. Nowe formaty rozrywkowe udowadniają, że białe płótno nie musi paraliżować strachem przed porażką. Może być za to zaproszeniem do świetnej zabawy. WINO, FARBY I PLOTKI. FENOMEN WIECZORNYCH WARSZTATÓW SIP & PAINT Jednym z najsilniejszych motorów napędowych tego trendu są spotkania typu sip & paint (pij i maluj). Koncepcja, która przywędrowała do nas zza oceanu, w stolicy Wielkopolski zyskała unikalny, lokalny koloryt. Zasada jest banalnie prosta: wieczorową porą grupa ludzi spotyka się w klimatycznym studiu, galerii lub po prostu w zaprzyjaźnionym pubie. Każdy otrzymuje swoje stanowisko – sztalugę, płótno, zestaw farb akrylowych oraz pędzle. Do tego dochodzi kieliszek dobrego wina, rzemieślnicze piwo lub autorski koktajl bezalkoholowy. – Kiedy koleżanka wyciągnęła mnie na takie spotkanie po raz pierwszy, byłam pełna obaw. Ostatni raz pędzel w ręku trzymałam w podstawówce, a moje umiejętności kończyły się na rysowaniu koślawych domków – śmieje się Magda, 32-letnia project managerka z poznańskich Winograd. – Po dwóch godzinach i jednym kieliszku prosecco okazało się, że nie tylko namalowałam całkiem znośny zachód słońca nad morzem, ale przede wszystkim po raz pierwszy od miesięcy całkowicie wyłączyłam myślenie o pracy. To był niesamowity reset. Wydarzenia tego typu, organizowane regularnie m.in. na Jeżycach czy w okolicach Starego Rynku, przyciągają rzesze chętnych. Prowadzący spotkanie instruktor – najczęściej student lub absolwent tutejszego Uniwersytetu Artystycznego – krok po kroku pokazuje, jak nakładać farbę, jak mieszać kolory i jak uzyskać pożądany efekt. Nie ma tu jednak mowy o ścisłym reżimie. Jeśli ktoś zamiast sugerowanego pejzażu woli namalować abstrakcyjne plamy albo portret swojego kota – ma do tego pełne prawo. Wino i luźna atmosfera rozluźniają nie tylko język, ale przede wszystkim rękę i wyobraźnię, skutecznie uciszając wewnętrznego krytyka, który zazwyczaj paraliżuje nasze kreatywne zapędy. ZE SZTALUGĄ W PLENER. ZIELONE PŁUCA POZNANIA JAKO WIELKA PRACOWNIA Kiedy tylko kapryśna wielkopolska pogoda na to pozwala, malowanie przenosi się z zamkniętych lokali wprost na łono natury. Poznań ma to szczęście, że obfituje w wyjątkowo urokliwe tereny zielone, które stanowią idealną scenerię dla plenerów malarskich. Malowanie w parku to zupełnie inne doświadczenie niż praca w zamkniętym pomieszczeniu. Tutaj dochodzą bodźce naturalne: szum drzew, śpiew ptaków, zapach skoszonej trawy i nieustannie zmieniające się, naturalne światło. Gdzie najczęściej można spotkać poznańskich malarzy amatorów? Park Cytadela: Największy park w mieście oferuje nieskończone źródło inspiracji. Od monumentalnych rzeźb Magdaleny Abakanowicz, przez historyczne fortyfikacje, aż po ciche, skąpane w słońcu polany, na których można rozłożyć kocyk i rozstawić lekką, turystyczną sztalugę. Brzegi Warty i Szeląg: Tereny nadwarciańskie, zwłaszcza w okolicach Ogrodu Szeląg, to mekka dla tych, którzy chcą połączyć malowanie z chilloutem. Bliskość rzeki, widok na nadrzeczną roślinność i charakterystyczne poznańskie mosty to gotowe tematy na obraz. Park Sołacki: Dla miłośników bardziej romantycznych i klasycznych klimatów Sołacz nie ma sobie równych. Stare wierzby płaczące pochylające się nad stawami, drewniane mostki i willowa architektura wokół sprawiają, że można poczuć się tu niczym dziewiętnastowieczni impresjoniści w podparyskim Giverny. Organizatorzy plenerów często dbają o pełną logistykę – zapewniają koce, podkładki, materiały malarskie, a nawet drobny poczęstunek w formie piknikowej. To genialna alternatywa dla tradycyjnego grilla czy siedzenia na ławce. Ludzie łączą się w podgrupy, podglądają nawzajem swoje postępy, wymieniają się uwagami i farbami. Taka forma spędzania czasu przyciąga cały przekrój społeczny: od młodych par na niestandardowych randkach, przez grupy przyjaciółek celebrujące wieczory panieńskie, aż po rodziny z dziećmi i seniorów szukających nowej pasji. URBAN SKETCHING, CZYLI POZNAŃ W POPRZEK I NA GORĄCO Mówiąc o modzie na wspólne malowanie i rysowanie, nie sposób pominąć zjawiska, które od kilku lat systematycznie podbija serca Poznaniaków. Mowa o urban sketchingu, czyli miejskim szkicowaniu. Choć idea ta narodziła się globalnie, w Poznaniu zyskała niezwykle silną i prężnie działającą reprezentację. Czym dokładnie jest urban sketching? To ruch zrzeszający ludzi, którzy rysują miasta, w których żyją lub które odwiedzają, dokumentując chwile na gorąco, bezpośrednio z obserwacji. Kluczową zasadą zapisaną w manifeście światowego ruchu jest autentyczność: rysuje się to, co widzi się w danym momencie – bez upiększania, bez przerysowywania ze zdjęć w domu. Liczy się chwila, tu i teraz. Poznańscy urban sketcherzy to widok, który na stałe wpisał się w krajobraz miasta. Można ich spotkać w każdą pogodę – siedzących na składanych krzesełkach turystycznych, na schodach kamienic, mur-
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz