SUKCES PO POZNAŃSKU 10/2026

| PAŹDZIERNIK 2026 POZIOM WYŻEJ | 55 po przeprowadzce do Komornik, stała przed lustrem, a w ramionach miała maleńką córkę Zosię. – Wtedy w radiu bez przerwy „leciała” reklama społeczna pt. „Radne są wśród nas”. W pewnym momencie, słysząc ją, spojrzałam sobie w oczy i powiedziałam głośno: To jest przecież o mnie! Wystartowałam na radną, mimo że nikt mnie jeszcze wtedy nie znał w sołectwie. Sama zrobiłam sobie kampanię. Wyszłam do ludzi, zaczęłam pukać od drzwi do drzwi i rozmawiać. Zdobyłam wtedy sporo głosów, chociaż nie wystarczyło na mandat. Przegrałam o włos. Niepowodzenie nie oznaczało jednak końca działalności. Wręcz przeciwnie. – Szybko zrozumiałam, że nie muszę mieć żadnej konkretnej funkcji po to, żeby działać lokalnie. Byłam aktywna, otwarta na ludzi i nowe pomysły. Założyłam nieformalną grupę miłośników morsowania o nazwie LódDziki Komorniki, angażowałam społeczność w wydarzenia Drużyny Szpiku, organizowałam różne akcje charytatywne. Mieszkańcy zaczęli mnie kojarzyć. W kolejnych wyborach zostałam radną gminy Komorniki, a od 2024 roku jestem sołtyską Komornik. W Przebędowie droga była mniej gwałtowna. Grażyna Nawrocka od zawsze miała duszę społeczniczki. Stanowisko sołtysa objęła już siedem lat temu i chociaż – jak twierdzi – jest najstarszą pełniącą tę funkcję kobietą w gminie – to werwy mogą jej pozazdrościć dużo młodsi mieszkańcy. Od 2010 r. zasiada także w Radzie Miejskiej Murowanej Gośliny. – Skończyłam już 70 lat. Często mnie pytają, skąd biorę ten zapał. Myślę, że ta moja energia wynika z dobrego nastawienia do ludzi, chociaż po głowie też nieraz dostałam. I właśnie z tej społecznikowskiej energii brały się kolejne działania. Aukcje charytatywne, biegi, zbiórki. Jedna z nich miała bardzo konkretny cel: pomóc mieszkańcowi z niepełnosprawnością, który, żeby wyjść z domu, musiał pokonać 21 schodów. – Odzew mieszkańców był słaby. Zastanawiałam się, jak mogę mu pomóc. Chodziłam, zbierałam i dzięki temu udało się zdobyć tę brakującą kwotę na zamontowani windy zewnętrznej. Ogromna satysfakcja – wspomina Grażyna Nawrocka. SOŁTYS NIE SIEDZI ZA BIURKIEM Wszystkie trzy szybko odkryły, że lokalne przywództwo zaczyna się dużo bliżej niż w urzędowych dokumentach. W Zakrzewie ważnym miejscem jest strażnica. To tutaj mieszkańcy spotykają się przy okazji różnych wydarzeń, tutaj można coś wspólnie zrobić, porozmawiać, a czasem po prostu pobyć razem. Anna Dorna ma do pomocy ludzi, na których może liczyć. – Moja cała rodzina jest w Ochotniczej Straży Pożarnej Zakrzewo: teść, mąż, wujek, a do tego cała rada sołecka. To są ludzie czynu. Dużo łatwiej się z takimi pracuje, bo oni wiedzą, że czasem muszą działać nagle, często w trudnych warunkach. Ta bliska współpraca pomaga, daje dużą łatwość komunikacji. Wystarczy, że komendant powie: „Słuchajcie, jutro trzeba przyjść pomóc” i my wszyscy jesteśmy. Bo słowo „ochotnicza” zobowiązuje, nikt nie jest tu na siłę. Podkreśla, że Zakrzewo przez lata mocno się zmieniło. Wieś rozrosła się z około 800 mieszkańców do ponad dwa razy większej społeczności. – Był taki czas, kiedy wszyscy rano spotykaliśmy się na kawę i pogaduszki. Później każdy szedł w swoją stronę do pracy. Dziś te spotkania trzeba już trochę bardziej organizować i taka jest właśnie moja rola – integracja. W Przebędowie Grażyna Nawrocka dobrze wie, że czasem najlepszym powodem, żeby wyjść z domu, jest po prostu ciekawość. Dlatego inicjuje różne wydarzenia, które łączą społeczność. A kiedy mieszkańcy potrzebują konkretnej interwencji, również wiedzą, do kogo zadzwonić. – Wtedy widzę, że to ma sens. Mogę wysłuchać mieszkańców, być bliżej ich problemów. Ja lubię ludzi, zwłaszcza dzieci. To jednak nie znaczy, że jest mi łatwo. Zdarza się, że opozycja potrafi mi dopiec. Na początku było to dla mnie trudne. Nie zawsze funkcja sołtyski jest wdzięcznym zajęciem, ale dzisiaj skutecznie radzę sobie, stosując strategię ochrony własnego spokoju. Na szczęście mnie napędzają takie codzienne sprawy. Choćby dzisiaj. Złamało się drzewo. Akurat rośnie przy bloku wspólnoty mieszkaniowej należącym do zarządcy, który jest bardzo trudnym i niedostępnym człowiekiem. Taki konar zagraża bezpieczeństwu mieszkańców. Woleli zainterweniować u mnie, bo już jedną podobną sprawę niedawno załatwiłam i to w szybkim czasie. Drzewo zostało usunięte. ŁĄCZNICZKA, CZYLI KTOŚ BARDZO POTRZEBNY W Komornikach – obok codziennych zgłoszeń dotyczących uszkodzonych dróg czy braku oświetlenia – na pierwszy plan wysuwa się zupełnie inne wyzwanie. Mieszkańców przybywa tak szybko, że nie wszyscy mają szansę się poznać, zintegrować i stworzyć prawdziwą wspólnotę. Anna Stemplewska mówi o ponad 10,5 tysiąca zameldowanych osób. Faktycznie żyjących tu ludzi jest znacznie więcej. – Moje sołectwo w ostatnich latach bardzo dynamicznie się rozrosło, co zupełnie zmieniło specyfikę lokalnej społeczności. Starzy mieszkańcy mają swoje przyzwyczajenia Anna Stemplewska

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz